QUIZ

Sprawdź swoją wiedzę o Klubowych Mistrzostwach Świata! ROZWIĄŻ QUIZ
Bukmacher Fortuna przygotował darmowe 20 PLN. Sprawdź i odbierz bonus!

Bilbao - Barcelona. Wodny świat…

Publicystyka jmk @08.11.2011 | Przeczytano 2160 razy

Bilbao - Barcelona. Wodny świat…
Nad krajem Basków przetoczyły się ogromne ulewy i w takich warunkach grać musiała Barcelona z Athletic Bilbao w minioną niedzielę. "Wodny świat" sprawił piłkarzom wiele niespodzianek i przyniósł obu zespołom remis.

Pierwsza połowa nie wyglądała tak źle, bo wielka w tym zasługa ekipy odpowiedzialnej za przygotowanie murawy, która była cały czas suszona. Widać to było, kiedy piłkarze wybiegli na II połowę, kiedy to boisko wyglądało o wiele gorzej, piłkarze ślizgali się, piłka stawała, woda chlapała. Teoretycznie większe kłopoty z grą powinna mieć Barcelona, ale tylko teoretycznie, bo Athletic prowadzony przez Marcelo Bielsę to zespół grający równie efektownie i ofensywnie.

Historia nauczyła kibiców baskijskiego klubu, że największe zagrożenie ich drużyna stwarzała przez dośrodkowania i strzały głową, widać to było po reakcji sympatyków chociażby przy rzutach rożnych. Bielsa jednak zmienił oblicze tego zespoły i jak na ironię – pierwszą bramkę Baskowie zdobyli w iście ‘barcelońskim’ stylu, kiedy to po kilku podaniach kapitalnym uderzeniem popisał się Andre Herrera. Barcelona jednak po tym ciosie podniosła się bardzo szybko, bo ledwie dwie minuty później zdołali wyrównać. I jak już pisałem – jak na ironię, Katalończycy zdobyli bramkę strzałem głową, autorstwa Fabregasa, który wbiegł w pole karne kończąc precyzyjne dośrodkowanie z bocznej linii wykonane przez Abidala. Emocji w pierwszej połowie było wiele, mecz mógł się podobać, warunki jakby nie przeszkadzały żadnej z drużyn, owszem, kilka razy powodowały upadki piłkarzy, ale było to do zniesienia.

Mecz przebiegł tak szybko, że nawet nie zdążyłem zwrócić uwagi na taktyczne ustawienie Barcelony. Chwilę na refleksję miałem dopiero w przerwie. Wtedy doszło do mnie, że Barcelona w końcu gra czwórką w obronie – bardzo dobra decyzja, bo chociażby skrzydłowy Muniain mógłby mocno poszarpać tercet defensywny, przy Abidalu grającym na lewej obronie również grał bardzo dobrze, ale każdy chyba miał w pamięci akcje skrzydłem wykonywane przez Valencię. W bloku defensywny oprócz wspomnianego Abidala mogliśmy zobaczyć Alvesa na prawej stronie oraz Pique z Mascherano na środku. Dobrze się zapowiadało wystawienie Pique w ramach neutralizacji świetnie grającego głową Llorente, ale… często przegrywał pojedynki powietrzne z napastnikiem Basków. W pomocy znalazło się miejsce dla Xaviego, Busquetsa i Fabregasa, nieco bardziej z przodu – Adriano, Iniesta i oczywiście Messi. Oznaczało to, że Barcelona grała bez napastnika. Nominalnego oczywiście. Słaba forma Villi potwierdziła się, gdy ten wszedł na boisko i zmarnował trzy dobre okazje, uderzając wprost w bramkarza.

W II połowie wody było więcej i więcej. Ciężko szły te akcje Barcelonie. Ktoś zauważył, że murawa po stronie, gdzie atakowali teraz Baskowie była lepiej wysuszona niż po stronie Barcelony, ale ja nie wierzę w takiej teorie, a nawet jeśli to kieruję się zasadą – jak wygrywać, to tylko dwa razy lepiej, żeby nikt nie miał wątpliwości, kto jest zwycięzcą. I tego oczekuje od swoich drużyn, a takie tłumaczenia nie są dla mnie czymś dobrym. Trzeba przyznać, że II połowa była nudniejsza, Bilbao trochę atakowało, trochę Barcelona, ale jak już wspomniałem – ciężko to szło, bo piłka stawała na wodzie. Nie rozumiem, dlaczego nie zdecydowano się na strzały z daleka, bo przecież Iraizoz kilka razy miał problemy z łapaniem mokrej piłki. W 80 minucie Athletic wyszło na prowadzenie. Kuriozalna bramka. Po rzucie rożnym, piłka odbiła się od jednego z graczy Barcelony, trafiła w Llorente i leciała w stronę bramki, tam stał Pique, ale zamiast zatrzymać piłce drogę do bramki, odbił ją kolanem, a właściwie to ona odbiła się od niego i wpadła do siatki. Od tej pory mecz się zaostrzył, był brzydki. Barcelona atakowała, nawet nieźle radząc sobie w tych warunkach, co pokazało, że jak się chce – to można. W 89 minucie z boiska wyleciał za drugą żółtą kartkę Amorebieta, a chwilę później, po ogromnym zamieszaniu było 2:2. Piłkę wybił niezbyt dobrze Iraizoz, dopadł do niej Messi i strzałem z kilkunastu metrów zdobył bramkę. Pierwszą na San Mames.

Czego zabrakło Barcelonie? Czasu!

Pokazali przecież w końcówce meczu, że potrafią grać, nawet w takich warunkach. Czemu nie mogli grać tak od początku albo chociaż nieco wcześniej niż po stracie drugiej bramki? Tego nikt nie wie. Miejmy nadzieję jednak, że ta woda, w której skąpała się Barcelona w tym meczu była dość zimna. Bo taki zimny prysznic czasami bywa konieczny.


Athletic Bilbao
\"Athletic

2-2

\"FC
FC Barcelona
20\' Ander Herrera
81\' (sam) Pique
23\' Cesc
90\' Messi



Źródło: fcb24.com

Tagi: Abidal, alexis, La liga, Mecze, Messi, pique, Thiago, Valdes, Villa, xavi

Komentarze Disqus

comments powered by Disqus

Komentarze (3 opinie) Obserwuj

Poziom: 6
dodano: 08.11.2011, 17:14, #1 Astad
Dobry artykuł. Cos mi sie wydaje ze ta strona wraca do swojej świetności z przed kilkunastu miesięcy.
+ 0 -
Poziom: 66
dodano: 08.11.2011, 17:01, #2 LukiGK1
Najbardziej emocjonujący mecz Barcy w lidze w tym sezonie ;).
+ 0 -
dodano: 08.11.2011, 15:14, #3 ~Bilbao 4 Ever [87.206.189.***]
Nie przesadzajmy. Bilbao też grało na tym boisku.
+ 0 -
[x]Informujemy, że ta strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z polityką plików cookies. W każdym czasie możesz określić w swojej przeglądarce warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies.